Niecodzienny przebieg miało spotkanie, w którym Astra Spytkowice podejmowała LKS Wisłę Łączany. Do przerwy gospodarze przegrywali 0:2, by ostatecznie zwyciężyć 6:3. To rzadko spotykana w amatorskich rozgrywkach sytuacja, gdy drużyna traci dwie bramki, a mimo to kończy mecz z przewagą trzech goli.
Kluczowe momenty i strzelcy
Według relacji opublikowanej na profilu Astrów, pierwszą połowę zakończył wynik 2:0 dla przyjezdnych. Po zmianie stron obraz gry uległ całkowitemu odwróceniu. Wśród zdobywców bramek dla Spytkowic wymieniani są: Kołodziej, Cyzió (dwukrotnie z rzutu karnego), Rąpel (dwa trafienia, w tym jedno po podaniu Kołodzieja), Panek (asysta Stasiaka) oraz Babiuch R. W kadrze meczowej znaleźli się także Chlebicki, Chuderski, Panek, Sendera, Słusznak i Celej. Sztab szkoleniowy tworzą Wawro, Chodacki i Rychłowski.
Co to oznacza dla obu drużyn?
Dla Astrów Spytkowice taki obrót wydarzeń to nie tylko trzy punkty, ale przede wszystkim zastrzyk pewności siebie. W niższych ligach zdarza się, że drużyna po stracie dwóch goli „siada” psychicznie – tutaj stało się odwrotnie. Z kolei dla Wisły Łączany to bolesna lekcja, że prowadzenie do przerwy nie gwarantuje sukcesu, zwłaszcza gdy przeciwnik potrafi wykorzystać rzuty karne.
Klub zapowiada, że widzimy się za tydzień – kibice mogą więc liczyć na kolejną dawkę emocji. Warto śledzić rozgrywki, bo takie mecze jak ten pokazują, że w futbolu nigdy nie można odpuszczać do ostatniego gwizdka.
Źródło: Astra Spytkowice
Fot. facebook.com

